Wszyscy jesteśmy zwierzętami
"Redland" Asiela Nortona to film trudny w odbiorze. Łatwo się nim zmęczyć. Ale ja zacisnąłem zęby i wyszedłem z kina poruszony. A coraz trudniej mnie poruszyć.
Film opowiada historię 5-osobowej rodziny, żyjącej gdzieś w głuszy i walczącej o przeżycie. Na pierwszym planie jest dziewczyna, którą już w pierwszej scenie widzimy okładającą pięściami swój brzuch, żeby pozbyć się niechcianego dziecka. Krew, krzyk, ból. A naokoło? Śpiewają ptaki, zdychają polne myszy, szumi las.
Cały film jest taki. Z jednej strony ludzkie dramaty, głód, śmierć, z drugiej wszechogarniająca przyroda. Wymowa filmu jest jasna od samego początku. Jesteśmy częścią Natury i rządzą nami jej prawa. Rodzimy się, dorastamy, walczymy o pożywienie, płodzimy potomstwo, umieramy. "Redland" kreuje tę wizję szalenie konsekwentnie. Jest filmem naturalistycznym, miejscami do bólu. Ludzie są w tym filmie zwierzętami. Podkreślają to nawet ich wizerunki, zarośnięte twarze, na których trudno dopatrzyć się subtelnych emocji.
Na pierwszy rzut oka "Redland" jest filmem cholernie pesymistycznym. Nie ma w nim nic o godności, moralności, "człowieczeństwie". Nie ma "człowieczeństwa", jest walka o byt. Oczywiście to wizja celowo doprowadzona do skrajności okolicznościami Wielkiego Kryzysu, biedy i głodu, kiedy w ludziach rzeczywiście na plan pierwszy wychodzą najbardziej prymitywne instynkty.
Ale z drugiej strony... czy nie ma w tym sporo prawdy? Lubimy o sobie myśleć jako o istotach wyższych, ale gdy przychodzi co do czego, jesteśmy naszymi popędami. Czy nasze życie ma jakiś większy sens, czy jest go dokładnie tyle, co w życiu i śmierci leśnej wiewiórki? Co we wzroście i upadku potężnej sekwoi?
Ale jeśli nie ma nic wyższego, to gdzie jest sens? Ano po prostu w życiu - odpowiada film Asiela Nortona. W życiu jako takim. Jeśli odrzucić chrześcijański pogląd o tym, że jesteśmy kimś więcej niż ożywioną formą białka, jeśli przyjąć, że jesteśmy częścią Natury, to sensem życia jest po prostu funkcjonowanie w zgodzie z jej rytmem. I dostrzeganie w tym piękna. Tak ja rozumiem zasadniczą myśl opowiedzianej nam historii.
"Redland" nie jest filmem doskonałym. Największą jego wadą są, paradoksalnie, zdjęcia. Paradoksalnie, bo zdjęcia są świetne. Piękne, artystyczne. Problem jednak w tym, że to co sprawdza się, gdy patrzymy na kilka fotografii, jest zdecydowanie zbyt męczące w długim metrażu. Od patrzenia na zdjęcia nieostre, prześwietlone lub niedoświetlone po pewnym czasie po prostu boli głowa. I łatwo zgubić sens tej uniwersalnej historii.
Drugą wadą filmu wydawała mi się początkowo nieco zbyt silna łopatologia. Sens filmu podawany jest miejscami na tacy, a końcowa (przedostatnia) scena ociera się wręcz o banał. Z drugiej jednak strony, pomyślałem później, cóż z tego, że banał. O to chodzi. Przecież Natura jest banalna.
"Redland" opowiada świetną historię. Uniwersalną. Pesymistyczną, jeśli wierzycie w człowieka. Optymistyczną, jeśli wierzycie w Naturę. Bo to ona w ostateczności wygrywa.


ayya
Zgadzam się co do tego, że paradoksalnie te piękne, rozmazane, sepiowe zdjęcia są bardzo męczące i generalnie utrudniają odbiór filmu. Natomiast dla mnie to był najsłabszy film, jaki widziałam na AFF, bo odniosłam wrażenie już w pierwszej jego połowie, że to uzwierzęcenie człowieka, w sumie dość nachalne i prostackie, jest jakby wstępem do zneutralizowania kazirodztwa, które w końcu się pojawi. I się nie pomyliłam.
doktor_pueblo
Trochę zaspoilowałaś :)
Tylko że to kazirodztwo, o którym piszesz, jest chyba w sumie w przyrodzie nie tak znowu rzadkie (trochę spekuluję, bo biologiem nie jestem). Dla mnie ono nie było czymś w 100% złym. Było uzasadnione potrzebą, zresztą zwróć uwagę z czyjej strony wyszła inicjatywa. Oczywiście z naszymi standardami moralności ono nie współgra, ale film konsekwentnie "lansuje" inną moralność - przeżycia.
ayya
No właśnie tylko to "lansowanie" takiej moralności w taki sposób (poetycko, spokojnie etc.) w ogóle mi nie leży. Męczyłam się na Redland niemiłosiernie.
doktor_pueblo
Ja się też miejscami męczyłem, ale się przemogłem. Dla mnie w kinie najważniejsza jest oryginalność. I jeśli ktoś robi coś oryginalnego, to jestem mu w stanie wybaczyć potknięcia.
Co do "poetyckiego lansowania" to myślę, że był to zabieg uzasadniony celem. Chodziło nie tylko o to (jeśli dobrze rozumiem), żebyśmy uznali ludzi za zwierzęta, ale jeszcze żebyśmy dostrzegli w tym piękno :))
ayya
"Chodziło nie tylko o to (jeśli dobrze rozumiem), żebyśmy uznali ludzi za zwierzęta, ale jeszcze żebyśmy dostrzegli w tym piękno" - no właśnie to się w ogóle kłóci z moją osobistą wrażliwością estetyczną :)
kocio
Hyhy - "Seks w wielkim lesie"? =}
Trochę ten opis mi przypomina "Madeinusa" - z grubsza tylko, ale jednak.
Esme
Au, przegapiłam tę notkę...
Widzę, że zmęczyły Cię zdjęcia tak jak mnie, znaczy sprawa jest mniej więcej obiektywna.
Z tą wizją człowieka w "Redland"... O jedności świata natury dowiedziałam się już z "Króla Lwa", więc przesłanie nie było dla mnie jakoś specjalnie nowatorskie. ;P Poważniejąc nieco - ludzie w "Redland" są całkowicie wyprani z moralnych instynktów, które człowiek jednak posiada niezależnie od okoliczności. Każda społeczność funkcjonuje według pewnych zasad, tworzy własne tabu itd. Tym człowiek różni się od wiewiórki - bo nie jest prawdą, że nie ma żadnej różnicy. Nie jest to co prawda powód, żeby od razu uważać się za koronę stworzenia, niemniej tworząc wizję człowieka wypraną z tych odruchów, które czynią człowieka istotą społeczną, Norton po prostu mija się z prawdą.
A, jeszcze jedno. Ja rozumiem, że walka o przetrwanie sprowadza człowieka niejednokrotnie do stanu półdzikiego. Ale wskoczenie własnemu ojcu do łóżka, nie umotywowane w żaden rozsądny sposób, to chyba przesada. Mnie to po prostu zgrzytało i wyglądało, jakby Norton uparł się na tę scenę żeby coś udowodnić.
doktor_pueblo
No właśnie! Ja piszę notkę właściwie na Twoje zamówienie, a tu brak reakcji. Już się prawie miałem obrazić ;)
Zabawne, zarzucasz filmowi nieprawdziwość. Pomyśleć, że dopiero co gdy ja to robiłem (Lista Schindlera, Essential Killing) to dostałem po łapach. Bo podobno kino tak nie działa ;)
A poważniej. Na czym polega ta nieprawdziwość? Film oczywiście nie jest o niczym konkretnym. Jest metaforą, dzieje się nie wiadomo kiedy i nie wiadomo gdzie. Jako metafora sięga po pewne wyolbrzymienia i ma do tego prawo. W końcu to taka bajka z morałem, a nie dokument o życiu ludzi.
Twierdzisz, że społeczności kierują się zasadami moralnymi. Oczywiście, ale czym jest moralność? Z ewolucyjnego punktu widzenia narzędziem służącym przetrwaniu. Czymś bardziej wysublimowanym niż siekiera, ale służącym zasadniczo temu samemu - ma ułatwiać zdobywanie pożywienia, przetrwanie. Notabene społeczności zwierząt też tworzą reguły postępowania. Nie nazywamy ich moralnością, bo tę rezerwujemy dla siebie, ale w gruncie rzeczy to tylko kwestia nazewnictwa i skali. Niczego wzniosłego w używaniu moralności więc w gruncie rzeczy nie ma.
Nie rozumiem, dlaczego wskoczenie ojcu do łóżka było Twoim zdaniem niczym nie umotywowane. Wręcz przeciwnie moim zdaniem. Z naturalnego punktu widzenia było w pełni umotywowane - mieliśmy silnego samca i jedyną samicą w wieku rozrodczym, dlaczego mieliby się nie zejść? Było to podyktowane potrzebą (opieka nad domostwem) i instynktem.
Masz zapewne rację, jeśli powiesz, że ludzie tak w rzeczywistości nie postępują (choć przyznam szczerze, że nie zdziwiłbym się wielce, gdybym usłyszał, że pewne "dzikie" kultury tak postępują). Ale w bajce o triumfie Natury ta scena ma moim zdaniem dużo sensu i jest w pełni uzasadniona okolicznościami przyrody, że tak powiem :)
Esme
Owszem, kino tak nie działa. Nie oceniłam "Redland" na 6, bo hiperbolizuje i wykrzywia rzeczywistość, tylko dlatego, że jest nużący i cierpi na przerost formy.
Tak więc powyższe to nie są właściwie zarzuty tylko takie sobie marudzenie.
Mogę tutaj się teraz rozpisać o potrzebie genetycznej dywersyfikacji, że kazirodztwo nie jest wcale optymalną strategią przetrwania, że skoro do córki dobierał się adorator (czyli farma nie była całkiem odizolowana od świata), to znalezienie kobiety, która "opiekowałaby się domostwem" nie byłoby zadaniem ponad siły. I nawet zamierzałam, ale po zastanowienie się uznałam, że na swój łopatologiczny sposób ta scena konsekwentnie realizuje przyjęte przez Nortona założenia. Skoro ludzie są tu podobni do zwierząt, trudno spodziewać się po nich decyzji podyktowanych intelektualnie. Przeciwnie, będą zachowywać się w sposób, którego się u człowieka nie spodziewamy. Córka kierowała się tym samym popędem, który wepchnął ją w ramiona Charliego. Może się to wydać niesmaczne. Jak widać po reakcji ayyi, na odbiór tego filmu mocno wpływa światopogląd i poczucie estetyki.
Można się tylko zastanawiać - skoro moralność służy przetrwaniu tak samo jak umiejętność sporządzenia siekiery, dlaczego Norton zdecydował się pokazać siekierę a instynktów moralnych już nie ;P
doktor_pueblo
Z ewolucyjnego punktu widzenia kazirodztwo jest dobre indywidualnie (bo więcej Twoich genów przechodzi dalej), jest natomiast niedobre dla całej społeczności (bo jak piszesz nie ma dywersyfikacji), no ale pojedyncze osobniki nie martwią się całą populacją, tylko swoim życiem (swoimi samolubnymi genami :)).
Dlaczego film jest o siekierze, a nie o instynktach moralnych? Pewnie dlatego, że o instynktach moralnych jest większość filmów, więc wypada czasem przypomnieć również o bardziej podstawowych odruchach :)
Oferma
Doktorze, o ile dobrze pamiętam, to kazirodztwo w przypadku wielu organizmów o podobnym stopniu złożoności genetycznej do ludzkiego, nie jest wskazane, ze względu na wysokie ryzyko mutacji prowadzących do schorzeń genetycznych, wad rozwojowych itp W populacjach ludzkich gdzie kazirodztwo jest czymś na porządku dziennym, rejstruje się dużo więcej przypadków chorób genetycznych itp itd. Reżyser tego filmu chyba o tym nie wiedział ;)
doktor_pueblo
Rzeczywiście tak jest, ze względu na geny letalne. Ale jak pisałem w poście wyżej - to jest niewskazane z punktu widzenia populacji, natomiast z punktu widzenia indywidualnego osobnika już niekoniecznie. W filmie związek kazirodczy prowadził do oczywistych korzyści krótkookresowych i mnie nie dziwi specjalnie (przyjmując oczywiście logikę reżysera), że do niego doszło. Bardziej by mnie zdziwiło, gdyby para prostych ludzi w dzikiej głuszy postanowiła nie mieszać swojego materiału genetycznego, ze względu na świadomość potencjalnego zagrożenia schorzeniami genetycznymi ;)
Oferma
"Bardziej by mnie zdziwiło, gdyby para prostych ludzi w dzikiej głuszy postanowiła nie mieszać swojego materiału genetycznego, ze względu na świadomość potencjalnego zagrożenia schorzeniami genetycznymi ;)" - no tak, jasne.
Filmu nie widziałem, ale wierzę Ci na słowo :)
Esme
Nawet u prostych ludzi funkcjonuje na ogół jakiś zakaz zabraniający kazirodztwa na zasadzie "bo nie" i tylko przyjęta konwencja tłumaczy fakt, że bohaterom przyszło to tak latwo i bezproblemowo.
doktor_pueblo
No tak, to prawda, normalnie ludzie tak nie postępują. Choć wszystko jest kwestią konwencji. Kiedyś żenienie się ze swoimi kuzynkami było normą, teraz to już kazirodztwo. Ciekawy jestem w związku z tym bardzo, jak to jest u zwierząt, tj. czy tam kazirodztwo jest normalne, czy nie. Trzeba by jakiegoś biologa wziąć na spytki.
Oferma
Kazirodztwo u zwierząt, ba, nawet u roślin jest czymś wobec czego natura wykształciła różnorakie mechanizmy obronne.
Rośliny mają systemy zapobiegające samozapyleniu (o ile dobrze pamiętam z zajęć fizjologii roślin). U zwierząt systemy zapobiegawcze są określone min. ich behawiorem (potomkowie odłączają się od stada itp itd.). Pamiętam że istnieją jakieś gatunki stadne u których samiec alfa kopuluje ze wszystkim samicami poza swoją matką i zapewne nie chodzi tu o etykę ile o jakieś oddziaływanie na poziomie biochemicznym (feromony?).
Przydałby się tu faktycznie głos jakiegoś praktykującego biologa, bo ja już mam poważne ubytki w pamięci :)
Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook